6 miesięcy budowy za mną — co się udało, co bym zrobiła inaczej i czego się nauczyłam
Pół roku temu ruszyła budowa mojej inwestycji. Dziś patrzę na nią z ogromną satysfakcją: stan surowy otwarty zamknęliśmy w pięć miesięcy. Mimo lekkiego poślizgu przy dachu, nadrobiliśmy go w innych obszarach: ruszyły prace przy elewacji, instalacjach wod-kan i elektryce — wszystko ma być gotowe przed świętami.
To dobry moment, by się zatrzymać i podsumować:
co poszło zgodnie z planem, co mnie zaskoczyło i co — z dzisiejszej perspektywy — zrobiłabym inaczej.
Projekt a rzeczywistość – co zmieniłam już na etapie budowy?
Choć projekt był dopracowany, w trakcie realizacji pojawiło się kilka zmian operacyjnych. Wszystkie miały na celu optymalizację i usprawnienie procesu budowy:
- Zbrojenie w fundamentach – w pierwotnym projekcie mieliśmy siatkę przeciwskurczową, ale po konsultacji z wykonawcą i kierownikiem budowy zdecydowaliśmy się na zamianę na mocniejszy beton o wyższych parametrach technicznych.
- Prefabrykowany strop i schody ta zmiana totalnie się opłaciła. Gotowe schody z fabryki, równo odlane, z precyzyjnie wymierzonymi stopniami to ogromny komfort. Poza tym prefabrykacja pozwoliła zachować równe poziomy i wysokości sufitów w mieszkaniach, co zawsze doceniam na etapie wykończenia.
Funkcjonalność mieszkań pozostawiłabym wciąż bez zmian.
Układ się sprawdza – jest przemyślany, praktyczny i po prostu wygodny. Ustawne pokoje, logiczny podział stref, miejsca na przechowywanie (np. pod schodami albo dodatkowe pomieszczenie gospodarcze na piętrze).
Dużym plusem, na który zwracają uwagę, jest też oddzielenie strefy rodziców od dzieci i dodatkowe przestrzenie gospodarcze — np. pod schodami czy na piętrze.
Kontrola jakości
Dla mnie szczególnie ważne były sygnały od osób, które zawodowo zajmują się wykończeniami. Kilku klientów którzy oglądali mieszkania i są zwiazani z budowlanką powiedziało wprost:„Widać, że to jest dobrze zrobione.”
Mowa o równym murowaniu, o oknach i estetycznie rozprowadzonej elektryce.
Te detale widać już teraz – a na etapie wykańczania będą jeszcze bardziej zauważalne.
I właśnie takie opinie cieszą najbardziej.
Gdybym miała zrobić coś inaczej...
Z dzisiejszej perspektywy jedyną rzeczą, jaką bym zmieniła, jest wysokość budynku – minimalnie bym ją obniżyła.
Miałam taką możliwość po zmianie na wiązary, ale wiązałoby się to z koniecznością zmiany pozwolenia na budowę. A wtedy zależało mi, żeby po prostu ruszyć z realizacją – więc odpuściłam ten temat, bo było już wystarczająco dużo spraw organizacyjnych na głowie.
Na kolejnej budowie na pewno to przemyślę wcześniej – i jeśli się da, wprowadzę zmianę na etapie projektu.
Relacje z Wykonawcami
Zależało mi, żeby na tej budowie mieć jeszcze lepiej dopracowane umowy – i to się udało.
Dzięki zaangażowaniu kierownika budowy i precyzyjnemu opisowi zakresów, uniknęłam nieporozumień i dwóch potencjalnych dodatkowych kosztów (np. ocieplenie kominów – było już zawarte w kontrakcie).
Na mojej pierwszej inwestycji brak doprecyzowania wielu punktów kończył się niepotrzebnymi negocjacjami. Tym razem chciałam tego uniknąć. I uniknęłam.
Czego się nauczyłam do tej pory? Każda budowa to nowe checklisty
Z każdym wykonawcą i każdym etapem uczę się czegoś nowego.
Trafiły mi się bardzo zaangażowane, konkretne ekipy – nie tylko dobrze pracują, ale też dzielą się swoim doświadczeniem i często podpowiadają, na co zwrócić uwagę.
To dla mnie ogromna wartość.
Dzięki tym rozmowom mam już kolejne punkty na liście „rzeczy do ogarnięcia” przy następnych projektach – zarówno przy tworzeniu koncepcji architektonicznej, jak i kontroli jakości na budowie.
Co dalej?
Najbliższe tygodnie to kończenie elewacji – o ile pogoda pozwoli.
Tynki planuję ruszyć pod koniec lutego. A jak tynki się zaczną, to już wszystko jedno po drugim: instalacje, posadzki, cała reszta.
Sprzedaż? Zaskoczenie totalne!
To, co mnie zaskoczyło, to rozsypanie się typowych schematów sprzedażowych.
Zazwyczaj lato jest spokojne, a tu... było największe zainteresowanie.
Za to wrzesień i październik – bardzo ciche. A końcówka listopada i grudzień, ktory zazwyczaj był czasem zwiazanym z przygotowaniami do swiat?
Dużo prezentacji, dużo zapytań.
To pokazuje, że rynek bywa nieprzewidywalny – i nie warto się sugerować tylko statystycznymi danymi ,ale być zawsze gotowy na sprzedaż.
Na koniec
Ta budowa idzie zdecydowanie sprawniej niż moja pierwsza.
Widzę mniej błędów, lepszą organizację, szybsze tempo. Ale co najważniejsze – więcej spokoju w sobie.
Oczekiwanie na materiał albo przesunięcie montażu któregoś etapu już mnie nie stresuje.
Wiem, że na wszystko nie mam wpływu – i że warto po prostu uzbroić się w cierpliwość.
Wierzę, że nawet jeśli coś się lekko przesunie, finalnie i tak wyjdzie mi to na dobre.
Czy jestem zmęczona?
Bywam.
Ale widząc, jak projekt idzie do przodu, czuję ogromną satysfakcję.
Buduję coś swojego. Uczę się. Rozwijam.
I wiem, że to, jak ta historia się dalej potoczy — zależy tylko ode mnie.